poniedziałek, 13 lutego 2012

Kłębki w Oslo

Dziś przeżyłam szok kulturowy. Moja Bratowa musiała mnie wytarzać w śniegu, żebym odzyskała przytomność i zmysły :) Powód? Kłębki, oczywiście...
Rzeczona Bratowa zabrała mnie dziś do pasmanterii. Zatkało mnie już w progu, gdy w pierwszym regale spotkałam się z Kidsilkiem Haze Rowana. A potem było już tylko gorzej... :)
Szok wynikł z zawartości kłębków. W całym sklepie znalazłam tylko 20% nylonu i to we włóczkach skarpetowych. Reszta to wełny - owcze, alpacze, wielbłądzia nawet. Angory, jedwabie, rozmaite "baby" - alpaki, angorki... Kolory powodowały oczopląs, same popatrzcie - zrobiłam kilka zdjęć telefonem, zanim spojrzał na mnie bazyliszek w osobie Pani Ekspedientki (swoją drogą obdarzonej słuchem świstaka)

Ponieważ fundusze raczej polskie, a ceny zdecydowanie norweskie, mam na pamiątkę pobytu tylko kilka sztuk. Dwa moteczki Baby Alpaki z jedwabiem - pierwszy raz mam w rękach tak szlachetną mieszankę. Trzy kłębki na czapkę dla Męża, taką w norweskie wzory, wełenka produkcji norweskiej. I prezent od Braterstwa - cztery ślicznie ręcznie farbowane moteczki merino. A ponieważ na Multnomah potrzebuję dwa, zrobię dwie takie chusty :) Drugą dla Bratowej... ^^

6 komentarzy:

  1. ja doznałam olbrzymiej przyjemności tylko oglądając zdjęcia! Na żywo pewnie bym umarła z radości i rozkoszy. Nie zostało nic innego jak pozazdrościć ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Też przeżyłabym szok! Przepiękne kłębuszki! Za każdym razem jak bywam za granicą bardzo dziwię się czemu nie ma takich sklepów u nas.

    OdpowiedzUsuń
  3. Też robiłam zdjęcia ukradkiem w pasmanterii w Tokio, ale tam na szczęście nikt na mnie bazyliszkiem nie patrzył, chyba nawet nikt nie zwróciłby mi uwagi, w końcu musiałby się liczyć z rozmową z gaijinem po angielsku!... *^v^* Piękne zasoby, dziwię się, że tam nie zamieszkałaś ukryta między kłębkami. ~^^~

    OdpowiedzUsuń
  4. Faktycznie można dostać pomieszania zmysłów .... od obłędu po obłędną rozkosz ...na widok zdjęć a co dopiero w realu;)

    OdpowiedzUsuń