środa, 21 sierpnia 2013

Na co komu urlop?

Jeszcze nie poczułam, że był, a już się skończył. Na szczęście Ojciec Dyrektor przydzielił mi jeszcze kilka dni "na grzyby" we wrześniu, a już się bałam, ze nie wciśnie tego do grafiku. Widocznie korzystny wynik audytu usposobił go łaskawie. Dział Kadry i Płacze - 100%, jestem bardzo rada :)
No to teraz kilka uwag o ty, gdzie byłam, jak mnie nie było - i co tam robiłam :)

Po pierwsze wyprawiliśmy się do Poznania na kilka dni. Widzieliśmy poznański browar od środka, dzięki czemu do końca dnia czułam gdzieś w zatokach gryzący zapach brzeczki. Widzieliśmy nawet kraksę na myjce do butelek. Hałas dał się słyszeć nawet za szklaną ścianą oddzielającą halę butelkowania od trasy dla zwiedzających! Na zdjęciu mój Miły i moja Siostra własna.





Tak, tak - skrawki pojechały też na wycieczkę. W browarze napiliśmy się produkowanego tylko na poznański rynek Pilsa. Panu Mężowi posmakował; ja wolę piwa typu stout.
W każdym razie - miedziane kadzie mnie zachwyciły. Przepięknie odbijają światło.
Acha - trzeci raz byłam w Poznaniu i nie widziałam koziołków. Widać mi nie pisane :)
Potem leniwilismy się kilka dni u mojej Mamy.


 Igiełka miała zacne towarzystwo dwóch kotów. Trojanek mojej Mamy ma za wiele spraw ogrodowych na głowie, by zajmować się miastową kocicą. Ale mój Brat przywiózł swoją Zorbę. A ta jest niezmiernie przyjacielska i chciała się bawić, dzięki czemu przez kilka dni z całego domu dochodziło poirytowane syczenie Igiełki :) Jak widać, nie spogląda życzliwie, ale cóż się dziwić? Zorba nie uznaje separacji od stołu i bada zawartość każdej miseczki!


A potem spotkaliśmy się z Przyjaciółmi już we własnym domu :)


W międzyczasie uszył się panel z sześciokątów na poduszkę - i tyle.


A co w planach? Sopotello coraz bliżej; dziergam pomalutku, chcę uszyć wiktoriańskie ciuszki lalkom (wczesne tiurniury). Mam się świetnie.
Tylko nie rozumiem, gdzie zrobiłam błąd w dzierganym szalu - powinnam mieć nieparzystą liczbę oczek zanim zacznę ażurowy brzeg. A tu niespodzianka. Co mam zrobić? Dodać jedno oczko gdzieś w kąciku?

5 komentarzy:

  1. Ciasto z nadgryzionym jabłkiem wygląda tak smakowicie!.... Zjadłabym, szczególnie dzisiaj, kiedy za oknem deszcz, ciepła szarlotka z kubkiem herbaty, ach! *^-^*
    U Twojej Mamy podają herbatę w pięknym serwisie!
    Prucie szala nie wchodzi w grę?... Czasami tak bywa, że oczko nam się gdzieś nie doda, jeśli nie zaważy to bardzo na wyglądzie wzoru, to ja bym dorzuciła jedno oczko na końcu w ostatnim rzędzie przed brzegiem, ale nie wiem, czy mnie zaraz chustowi puryści nie zakrzyczą. ;-)
    Czekam na lalkowe ciuszki, bo dawno ich nie było. *^v^*

    OdpowiedzUsuń
  2. widzę, że cała rodzina kocha kociaki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Udany urlop w takim razie. A tej wyprawy do browaru autentycznie zazdroszczę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. dobry urlop nie jest zły :) choć widzę że jak każdemu przeleciał Ci jak z bicza strzelił :/ ale co tam, byle do następnego :)

    A ciast z nadgryzionym jabłkiem mnie zauroczyło, niby nic a się uśmiechnęłam do monitora ^^

    W sprawie oczka, to ja kiedyś słyszałam że każda drutowa robótka powinna mieć gdzieś mały błąd, bo dzięki temu jest jedyna w swoim rodzaju(taa.. to nie błąd proszę pani to feature), i zauważyłam że to zazwyczaj samo tak się dzieje że ten błąd się trafia. Mi praktycznie w każdej robótce raz coś się trafia. Więc nie ma co się martwić, dodaj jedno oczko z boku i będzie super :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie będę oryginalna - super ciasto!

    OdpowiedzUsuń